Jak Marie Kondo dała mi kopa w tyłek

Jakieś trzy lata temu miałam etap, w którym musiałam wszystko sobie ułożyć na nowo.  Moje działania były chaotyczne, a ja pogubiona. Wywoływało to u mnie niemoc, która odzwierciedlała się nawet lękiem przed zakończeniem czytania książki. Nie to, żebym się rozczytywała w horrorach. Po prostu nawet zakończenie powieści wzbudzało we mnie dyskomfort.

Byłam zawieszona, wstrzymywałam rzeczywistość wokół siebie i niewiele rzeczy doprowadzałam do końca. Objawiało się to także niechęcią rozpoczynania czegokolwiek nowego. Funkcjonowałam normalnie, ale brakowało mi bodźców. Na szczęście w tamtym czasie trafiłam na Marie Kondo.
Podchodziłam do książki Magia sprzątania Marie Kondo (KonMari) z dużym sceptycyzmem i myślałam, że znów wyląduje na kupce tomów dzieł niedoczytanych. Sama sprawiłam sobie ją na prezent, a przy okazji podarowałam ten tytuł także mojej mamie i siostrze. Muszę przyznać, że wszystkie łyknęliśmy bakcyla. Mimo naszego żywego zainteresowania nigdy nie powiem, że ta książka to prawda objawiona i każdy powinien ją przeczytać. Nie, nie każdy, choć warto do niej zerknąć, jeżeli przytłacza nas nadmiar posiadanych rzeczy. Mi pomogła.
Trzeba to jasno powiedzieć: Marie Kondo ma bzika na punkcie własnej przestrzeni. Musi mieć wszystko pod kontrolą. Jej fascynacja sprzątaniem sięga jeszcze dzieciństwa a jej radykalne zasady mogą być dla zwykłego Kowalskiego przerażające. W perspektywie Warto zapoznać się z jej wskazówkami i zmodyfikować je nieco przez naszą rzeczywistość – jednak tylko na tyle, aby sprzątanie było skuteczne.
Na czym polega jej metoda?
Przede wszystkim na wyrzucaniu. Ale nie bezmyślnie wszystkiego. Zacznijmy od początku. Rzeczy do uporządkowania należy podzielić na poszczególne kategorie.
1. Ubrania (tutaj następuje także dalszy podział: góry, doły, ubrania ‚wiszące’, skarpetki, bielizna, torebki, dodatki, ubrania na specjalne okazje, buty).
2. Książki
3. Papiery/dokumenty
4. Rzeczy drobne (japońskie komono) – szpargały typu kuchenne akcesoria, płyty, gumki do włosów.
5. Rzeczy o wartości sentymentalnej, w tym zdjęcia
Do sprzątania należy przystąpić w kolejności wymienionej jak powyżej. Istotą tej metody jest wyciągniecie każdej rzeczy np. ubrań z szafy oraz umiejscowienie ich razem w jednym miejscu. Ma to obrazować ilość przedmiotów, które naprawdę posiadamy. Dużo, prawda? Trzeba pamiętać, że najważniejsza jest kategoria rzeczy, a nie ich lokalizacja.
Mając przed sobą górę sukienek czy spodni, należy każdą z tych rzeczy wziąć do ręki, stwierdzić, czy dane ubranie jest bliskie naszemu sercu czy wzbudza w nas radość. Jeżeli nie – należy tym przedmiotom podziękować i uroczyście z nimi pożegnać (można to zrobić w duchu), pakując go do worka. Z czasem decyzja o wyrzucaniu rzeczy staje się łatwiejsza. Dlatego rzeczy sentymentalne pozostawia się na końcu – wtedy, kiedy nawyk odrzucania jest już dobrze wyrobiony. Od momentu totalnego posprzątania kolejnym etapem jest już tylko dokonywanie wyborów oraz odpowiednie składowanie rzeczy – każda z nich teraz ma swoje miejsce.
Warto przechowywać rzeczy tak, aby po otwarciu szuflady mieć wszystko na wierzchu. Dzięki przejrzeniu rzeczy, nabiera się świadomości, co znajduje się w naszym domu, co ewentualnie należy dokupić, a czego mamy nadto – jeżeli tak jest – nawet ten nadmiar należy rozdać, pozbyć się, ponieważ zapasy nie służą porządkowi – po prostu w mieszkaniach brakuje miejsca, aby je składować, a obecnie nie ma obaw, że czegoś zabraknie w sklepach. Po za tym należy się zastanowić, czy rzeczywiście potrzeba nam 5 bluzek w kolorze żółtym. Może wystarczą trzy, dwie lub jedna?
Istotną uwagą Marie jest to, że jeżeli posiadamy szpargały typu pojedyncze guziki, gwoździki, coś co już dawno straciło swoją integralność z rzeczą docelową – należy to wyrzucić.
Kontrowersje
Marie Kondo w swojej książce zawsze wspomina o wyrzucaniu rzeczy. W wywiadach, które znalazłam chyba sama zauważyła swoją gafę i wypowiada się o oddawaniu rzeczy. Podkreśla jednak, że musi to nastąpić, jak najszybciej po porządkach, ponieważ im dłużej przedmioty czekają w workach, tym większa pokusa, by podważyć nasze wybory. Ponadto autorka podważa, aby ktokolwiek miał czas na odsprzedanie swoich starych rzeczy. Być może sprzedaż internetowa w Europie jest bardziej popularna niż w Japonii.
Z perspektywy kilku lat doskonale wiem, że książka Magia Sprzątania jest jedynie narzędziem do lepszej organizacji domowej przestrzeni. Obecnie, kiedy bardzo popularne są zagadnienia minimalizmu, powstało dużo publikacji na ten temat, które bardziej dogłębnie analizują temat życia bez zbędnych produktów konsumpcji. KonMari porusza tylko drobny wycinek tego procesu. Jest to bardziej instrukcja, niż zapoznanie się z filozofią całego ruchu ograniczania się.
Jakie są moje rezultaty?
Pamiętam, że po pierwszym zakończeniu porządków w szafie wyrzuciłam cztery worki. Z opisanej metody korzystam do dziś przy segregacji różnych przedmiotów.  Nie mogę powiedzieć, że żegnałam się z rzeczami uroczyście. Podejście KonMari wynika z japońskiej filozofii życia. Jednak w pewnym sensie oddałam im pewien szacunek, składając odpowiednio, jakby były gotowe do włożenia do szafy, co w moim odczuciu było wystarczające.
Często nie trzymam się kolejności kategorii, którą wyznacza autorka. Przede wszystkim dlatego, że nie mieszkam sama, a część rzeczy jest wspólna. Marie wspomina, że nie należy porządkować przedmiotów innych osób, a o wspólnocie wypowiada się lakonicznie.
Można się dziwić niektórym elementom metody KonMari. Dla mnie na konkretnym etapie życia była ona pomocna, a wręcz oczyszczająca. Do dziś korzystam z kilku wskazówek.  Sama autorka przytacza kilka przykładów z życia swoich klientów, którzy po uporządkowaniu swojej przestrzeni zaczęli realizować swoje pragnienia. Po selekcji przedmiotów, nabrali poczucia kontroli nad tym, co posiadają, nie musieli się zastanawiać czego im materialnie brakuje, ponieważ wszystko już mieli odpowiednio sprawdzone i ułożone. Kolejnym krokiem była realizacja swoich celów i znalezienie na nie czasu. Wróciła chęć do samorealizacji. Dzięki porządkowi na półkach, prozaicznie wiem gdzie sięgnąć w łazience po konkretny kosmetyk bez przewracania innych, co po prostu oszczędza czas. Kiedy uporządkowałam swoje otoczenie, powrócił do mnie instynkt odpowiedzialny za doprowadzanie spraw do końca, co przecież jest bardzo cenną umiejętnością.
…Tylko głupio jest mi się przyznać, ale kilka lat temu moja babcia pouczała mnie, jak poprawnie składać „szczęśliwe skarpetki„. W naszym domu rodzinnym składało się tak tylko skarpety taty. Dziś wiem, że powinnam tak robić zawsze.
Wróć na górę